Spojrzeć w siebie

12.04.2017

Tradycją naszej Szkoły stało się już to, że tuż przed Wielkanocą, największymi świętami chrześcijaństwa, spotykamy się na refleksji, która kończy czas nauki i pracy, a zaczyna trzydniową kontemplację świętych tajemnic. Czy jednak aby na pewno wiemy, czym jest „refleksja” – a może właśnie traktujemy ją zupełnie na opak, „bezrefleksyjnie”, jako tych obowiązkowych parę chwil w szkole, które trzeba wytrzymać z mniejszą lub większą niecierpliwością, by wreszcie móc oddać się świętowaniu?

W łacińskiej etymologii tego słowa, „refleksja”, pobrzmiewa „odbijanie”... Uczniowie okupujący na każdej przerwie nasz stół do ping-ponga powiedzą, że „dobry refleks” ma ten z nich, który szybko odbija piłkę (w tym samym sportowym sensie mówimy żartem o kimś wyjątkowo słabo ogarniętym i ślamazarnie reagującym, że ma „refleks szachisty”); ale o „refleksach” mówimy też w odniesieniu do słońca czy innego źródła światła odbijającego się na przykład od szyby czy tafli wody.

A jaki to ma związek z tą naszą szkolną refleksją – z przygotowanym przez uczniów przedstawieniem, ze skierowanym do nas słowem duszpasterzy? Ma – i to jak najgłębszy: bo te trzy kwadranse miały nas skłonić do spojrzenia na siebie z pewnego dystansu, tak jakby z odbicia, do przemyślenia, czy aby na pewno wiemy, kim jesteśmy, czego chcemy, jakie rzeczy uważamy za ważne – i właściwie dlaczego te, a nie inne...

Bo jeśli mamy mądrze i po bożemu świętować – wchodząc w przestrzeń tak dalece przerastających nas wielkanocnych Tajemnic, to najpierw musimy stanąć w prawdzie, kim jesteśmy my, którzy chcemy dotknąć niewyrażalnego. Prawda najlepiej odbija się w gładkiej powierzchni – niczym wiosenne słońce w świeżo wymytych na święta oknach...