Pożegnani

Pożegnani

To może jednak na wstępie doprecyzujmy… To nie są maturzyści: staną się nimi, kiedy od początku do niemal końca maja przystępować będą (wierzymy, że z powodzeniem) do kolejnych egzaminów maturalnych. Nie są też tak do końca absolwentami: by nimi zostać, muszą odebrać świadectwo maturalne (wierzymy, że mnące się od ciężaru trzycyfrowych procentowych wyników) albo (możliwość oczywiście czysto teoretyczna) poprzestać na świadectwie ukończenia szkoły i  zrezygnować ze zdawania matury.


Tak zatem – najbardziej precyzyjnie powinniśmy nazywać ich abiturientami: skończyli szkołę, ale jeszcze nie zmierzyli się (czysta formalność) z egzaminem dojrzałości… Dla nas nie są jednak ani absolwentami, ani maturzystami, ani abiturientami – to po prostu fantastyczne koleżanki i kapitalni koledzy, których pożegnaliśmy. Ze smutkiem – ale też takim nie do końca, bo radosny bagaż wspólnych wspomnień sprawia, że niezupełnie w to pożegnanie wierzymy.